Tagged: literatura

Małpa zabrała mi szalik, czyli o poezji słów kilka

Mówi się, że poezja się nie sprzedaje, wydawcy niechętnie sięgają zatem po utwory poetyckie. Wielu z nich kategorycznie odmawia wydawania tomików, gdyż – jak twierdzą – nie zaistnieją one na rynku, a co za tym idzie – nie przyniosą zysków. Takie założenie prowadzi niestety do konkluzji, że cała nasza poetycka spuścizna jest nic niewarta, ponieważ… jest poezją.

„Szczeniak” Odkurzone, zrecenzowane…

„Naiwność to jedna z cech młodości, Młodości, z której zawsze się wyrasta. Z naiwności znacznie trudniej” – nie bez powodu ten cytat widnieje na okładce książki napisanej przez Macieja Antoniego Suszka pt. „Szczeniak”. Swoiste rozliczenie z przeszłością, wspomnienie lat pełnych nieprzemyślanych decyzji autora, towarzyszy nam tak naprawdę przez większość powieści. Suszek wraca do wszystkich niewyjaśnionych tajemnic które z biegiem czasu schowały się daleko z tyłu głowy, nierozwiązane, czekające na swoją kolej. Wspomina pierwsze miłości, szkolne podboje, marzenia i obietnice – zarówno te złamane, jak i utrzymane do końca. Na pierwszy rzut oka opis wydaje się banalny, jednak historię możemy tak określić tylko wtedy, kiedy w tych samych kategoriach generalizujemy życie. Dlaczego?

Czytanie to nie wyścig

Od jakiegoś czasu, zwłaszcza pod wpływem kolejnych raportów Biblioteki Narodowej, w mediach podejmowana jest dyskusja na temat tego, że Polacy mało czytają. Z danych z roku 2018 wynika, że zaledwie 37% badanych przeczytało jedną książkę – jest to wynik niemal identyczny do tego z 2017 roku. Ja jednak mam spore wątpliwości co do wiarygodności takich testów, mam wręcz wrażenie, że w ostatnich latach miłość do czytania rozkwitła na nowo; nie ma dnia, bym po wejściu do tramwaju czy autobusu nie zobaczyła chociaż jednej pogrążonej w lekturze osoby, a zwykle jest ich co najmniej kilka. I oczywiście, pewnie odsetek ludzi unikających książek jak ognia jest zatrważający, ale równie palącym problemem jest… czytanie na pokaz, w jak największych ilościach.

Nie lubię obyczajówek, ale… – „Życie pełne barw”, recenzja

Nie lubię obyczajówek! Mimo, iż sama jestem autorką tego gatunku. Czy lubię swoje? Oczywiście! Inaczej bym ich nie pisała. Kiedyś byłam zakochana w literaturze obyczajowej. Te czasy niestety znikają, mam nadzieję nie bezpowrotnie, za strzępkami wspomnień. Na całe szczęście książki to jedyni superbohaterowie, jakich znam, odznaczają się bowiem nieśmiertelnością i jak już coś zapadnie w pamięć, tak w niej tkwi, niczym miecz i żaden Król Artur z nim nie da rady.

Muzykę należy nauczyć się czuć, a nie grać – recenzja „Madame Pylinska i sekret Chopina”

„Oskar i Pani Róża”- ciężko znaleźć osobę, która nie znałaby tego tytułu, chociażby ze względu na fakt, że widnieje na liście szkolnych lektur. Osobiście pochłonęłam ją jednym tchem, a po przeczytaniu czułam ogromy niedosyt. W tym krótkim opowiadaniu Eric Emmanuel Schmitt ukazuje swój niekwestionowany geniusz pisarski, natomiast krótka forma powieści sprawia, że stanowi dla czytelnika jedynie niewielką przystawkę intensyfikującą apetyt. Tak zaczęła się i moja kulinarno-literacka przygoda z twórczością tego wybitnego filozofa. Na danie główne składały się wszystkie powieści napisane między rokiem 2002 a 2018. Dziś natomiast przyszedł czas na deser, wisienkę na torcie.

„Madame Pylinska i sekret Chopina”

„Przejrzystość rzeczy” Odkurzone, zrecenzowane…

Całkiem niedawno w ramach serii „odkurzone, zrecenzowane…” pisałem o literackim debiucie Vladimira Nabokova. Niejednokrotnie wspominałem również o swojej ogromnej słabości do rosyjskich literatów, dlatego jako kolejne czytelnicze wyzwanie podjąłem „Przejrzystość rzeczy”. Nasze pierwsze spotkanie można datować na czas kiedy dopiero zaczynałem swoją przygodę z czytelnictwem, wtedy powieść trafiła w moje ręce zupełnie przypadkiem, szybko jednak zrezygnowałem z czytania, dlaczego?

Gdyby nadeszła apokalipsa zombie, szybko bym ich wykończyła. Wywiad z D. B. Foryś

D. B. Foryś to polska pisarka, która w listopadzie 2018 roku zadebiutowała powieścią „Tylko żywi mogą umrzeć”, i zapoczątkowała tym samym cykl o Tessie Brown, łowczyni demonów. Książka sprawnie łączyła elementy różnych gatunków, w tym fantasy, horroru, komedii i romansu. Twórczość autorki można było poznać już wcześniej dzięki dwóm antologiom opowiadań, wydanym przez Grupę Literacką Ailes: „Godzina diabła” oraz „MDS: Miłosne rewolucje”. W planach są oczywiście kolejne historie – o tym oraz o pisarskich inspiracjach, reakcjach na krytykę i pewnym serialu udało mi się zamienić z nią kilka słów.

„Cafe Navarra” – odkurzone, zrecenzowane…

Wojciechowski w swoich książkach, cytując: „zaprasza ludzi do stołu zastawionego rozmaitymi potrawami. Tu opowiadanie, tam powieść, artykuł, esej (…) pogadajmy, a już co ktoś znajdzie…” -no właśnie, co czytelnik może tutaj tak naprawdę „znaleźć”? Gdybym musiał odpowiedzieć jednym zdaniem, napisałbym „połączenie literackiego geniuszu przeplatane z negatywnie zaskakującym stanowiskiem”. Autor przeplata wierne oddanie chrześcijańskim postulatom z ciekawym i zaskakująco trafnym spojrzeniem na relacje damsko-męskie.

Jest okrutny. Ale przecież mnie kocha – o szkodliwych obrazach związku w literaturze

Jeśli wydaje wam się, że dobór lektur nie jest zbyt ważny i nie ma większego wpływu na wasze życie, szczególnie w okresie dziecięcym i nastoletnim, to jesteście w ogromnym błędzie. Jestem najlepszym przykładem osoby, która wychowywała się na książkach. Ich poziom był bardzo różny, jednak z całą pewnością mogę powiedzieć, że większość z nich propagowała odpowiednie wartości.