Odkurzone, zrecenzowane… Piotr C. BRUD – recenzja

Zazwyczaj wypowiadam się tutaj w samych superlatywach o wybieranych przeze mnie literackich pozycjach, czasami jednak muszę zderzyć się z poniekąd brutalnym wydawniczym rynkiem i zmierzyć się z książkami, które nie tylko nie są dobre, ale są wybitnie… słabe. W przypadku książki Piotra C. sytuacja jednak komplikuje się na dobre, ponieważ moje stanowisko kształtuje się w sposób czegoś w rodzaju sinusoidy – raz uważam książkę za okropną, emanującą tak żałosnymi wartościami i przerysowaniami obecnego społeczeństwa, że mam ochotę rzucić ją w kąt, drugi raz zaś znajduję podobieństwa nawet w najbliższym otoczeniu, i oddaję ciche uznanie autorowi za tak przenikliwą ocenę społeczności.

Jak w przypadku poprzedniej recenzowanej przeze mnie lektury – zbytnio „odkurzyć” jej nie musiałem, całkiem niedawno trafiła na moją półkę. To, co wyróżnia książkę Brud na tle innych, na co dzień wybieranych przeze mnie literackich pozycji to jej historia, umiejscowiona nie w ciemnych zakamarkach Petersburga, ani nawet w przedwojennym Wrocławiu, tylko w szklanych domach dzisiejszej Warszawy. Nocne kluby, przekręty, drogie samochody i wszechobecne luksusy, to zdecydowanie nie moja bajka biorąc pod uwagę kryteria selekcji książek, których historię chcę poznać. Nienawidzę kreowania naszej stolicy na coś w rodzaju Nowego Yorku lat 90, gdzie w kinie przepych nowoczesności był aż nachalny w stosunku do odbiorców.

Zacznę może od plusów, przynajmniej tak mam w zwyczaju opisując lektury. Podoba mi się dbałość o szczegóły, lubię wiedzieć, ze bohater ma na nadgarstku taki, a nie inny zegarek, a nie, że po prostu coś tam nosi, ale podczas akcji trzykrotnie zmienia kolor, bo autor nie przywiązuje do tego wagi. Podoba mi się również wielowątkowość, często uciekamy od przewodnich tematów książki, wracamy do wspomnień, poznajemy historię postaci drugoplanowych. Powieść co jakiś czas naprawdę daje się poznać z ciekawej strony, może to za sprawą barwnych, momentalnie nieprawdopodobnych sytuacji na które w życiu codziennym natrafia Relu – główny bohater. Nie byłbym sobą gdybym nie zwrócił uwagi również na postać Pana Janusza, którą bliżej będziecie mogli poznać w trakcie czytania – po prostu uwielbiam tego faceta!

Przyszedł czas i na negatywy. Zdecydowanie trzeba wyróżnić (niestety wyróżnienie ma nieprzyjemny wydźwięk) bardzo prosty język, którym posługuje się autor. Nie wiem jaki jest tego cel, może Piotr C. chciał w ten sposób pozwolić większemu gronu na wnikliwe zrozumienie tej książki, nie mniej jednak zrobił to kosztem tego, że bardziej wymagający czytelnicy z pewnością nie umiejscowią autora w jakiejkolwiek elicie związanej z literackimi kryteriami ocen lektur. Jak już wcześniej wspomniałem, nie podoba mi się robienie z Warszawy amerykańskiej metropolii, gdzie każdy zarabia miliony, a życie jest ze snu. Uważam również, że Piotr C. za bardzo negatywnie przedstawił dzisiejsze społeczeństwo, a kobiety w sposób nieprawdopodobnie przedmiotowy. Prezentowany przez Rela luksus również wydaje się nieprawdopodobny, w końcu czytelnik ma wrażenie, że nie ma rzeczy, której bohater nie mógłby sobie kupić. Właśnie, ogólnie jako minus potraktowałbym tą bardzo częstą „nieprawdopodobność”.

Chciałbym to tylko delikatnie podsumować, otóż nie polecam książki tym, którzy stawiają na walory edukacyjne czytanej lektury. Autor stawia przede wszystkim na dobitne przedstawienie kreowanej przez siebie historii, nie znajdziemy tutaj nic, co mogło by być uznane jako „nie dla mas”. Sama historia jednak sama w sobie jest naprawdę dobra, szczególnie dla tych, co chcieliby zaczerpnąć odrobinę luksusu w naszej nowojorskiej Warszawie.

You may also like...