Książki, które zasłużyły na ekranizację

Filmy, a w ostatnich latach również seriale na podstawie książek mnożą się i troją. Dostajemy zarówno dokładne ekranizacje, jak i adaptacje tak luźne, że czasem nie mają one zbyt wiele wspólnego z materiałem źródłowym. Zawsze przyjemnie się patrzy, jak literatura inspiruje inne dziedziny, a niejednokrotnie bywa i tak, że dopiero głośna premiera w kinach sprawia, że ktoś nabiera ochoty na sięgnięcie po literacki pierwowzór.

Podczas poznawania nowych tytułów, a później recenzowania ich, barwne opisy czy widowiskowe sceny często nazywam „filmowymi”. Oczami wyobraźni widzę, jak doskonale historia opisywana przez danego pisarza prezentowałaby się na małym lub dużym ekranie. Oto lista książek, które mogłyby stanowić świetną podstawę scenariusza.

Dyskretne szaleństwo”, Mindy McGinnis

Gotycki thriller, który pochłonęłam niemalże za jednym posiedzeniem. Główną bohaterką jest Grace, mieszkanka przytułku dla obłąkanych. Jej życie diametralnie się zmienia, kiedy pewien kontrowersyjny lekarz postanawia uczynić z niej asystentkę, jednak nie ma to nic wspólnego z medycyną. Thornhollow chce, by kobieta pomogła mu w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych.

Akcja rozgrywa się w XIX wieku, jest mrocznie, tajemniczo, nie brakuje tu też brutalności. Od razu przyszło mi do głowy, że ta książka mogłaby z powodzeniem zamienić się w serial proceduralny, w którym Grace i Thornhollow co odcinek badaliby jakąś nową sprawę, podczas gdy w tle rozgrywałyby się długotrwałe, poszerzające świat przedstawiony wątki.

Seria „Dary Anioła”, Cassandra Clare

Ktoś może zapytać: jak to? Przecież te książki zostały zekranizowane, i to dwukrotnie! No, w tym przypadku tytuł tekstu powinien brzmieć „Książki, które zasłużyły na DOBRĄ ekranizację”. Film z 2013 roku, mimo całkiem trafnego obsadzenia dwójki głównych bohaterów, wołał o pomstę do nieba pod względem realizacyjnym. Poza tym kontynuacja nigdy nie powstała. Kilka lat później przyszła pora na serial zatytułowany „Shadowhunters”, będący bardziej adaptacją – z biegiem czasu coraz luźniejszą – który niestety, z mojego punktu widzenia, okazał się niewypałem. Produkcja nie broni się ani jako indywidualny projekt, ani jako odwzorowanie prozy Clare, z którą właściwie obchodzi się bardzo źle. Jestem świadoma, że pewnie długo to nie nastąpi (a być może i nigdy), ale chciałabym, by ktoś jeszcze raz wziął się za ten materiał. „Darom Anioła” można zarzucić wiele, jednak w tym uniwersum tkwi wiele niewykorzystanego nadal potencjału.

Kołysanka z Auschwitz”, Mario Escobar

Głośna tegoroczna premiera, przedstawiająca fabularyzowaną wersję losów Helene Hannemann, Niemki, która mimo „czystej rasy” i możliwości pozostania w domu, wybrała zesłanie do obozu koncentracyjnego, byleby tylko nie zostawić rodziny. Tam kobieta na prośbę Josefa Mengele – zwanego później Aniołem Śmierci – otwiera przedszkole dla najmłodszych więźniów.

Jestem zdania, że o okrucieństwach rozgrywających się podczas II wojny światowej należy mówić głośno i wyraźnie. Być może niepotrzebnym wydaje się grzebanie w przeszłości, ale to doświadczenie w bardzo bolesny sposób pokazuje, do czego zdolny jest człowiek: zarówno do skrajnej brutalności, jak i do wielkiej siły i odwagi. Ponadto uważam, że jeszcze więcej ludzi powinno usłyszeć o Helene Hannemann, która jest niezwykle inspirującą postacią.

Seria „Radykalni”, Przemysław Piotrowski

Pozostajemy w temacie wojny, choć tym razem wybiegamy w niedaleką przyszłość, gdzie skrajny odłam islamu decyduje się siłą przejąć całą Europę. Piotrowski kreśli uderzający i przerażający obraz – przerażający głównie dlatego, że wojna na tle religijnym to realne zagrożenie. Książki (jak dotąd ukazały się dwa tomy: „Terror” i „Rebelia”, trzeci w drodze) powalają na kolana drobiazgowością opisów, dokładnością w przedstawianiu wydarzeń i pełnokrwiście wykreowanymi bohaterami. Zapewne niełatwo byłoby przełożyć tę historię na ekran w taki sposób, by oddać jej należytą sprawiedliwość, ale liczę, że kiedyś tego doczekam. To lektura, która zapada w pamięć na długo i jestem pewna, że po seansie odczucia byłyby bardziej zbliżone, może nawet spotęgowane – w końcu nie jest zaskoczeniem, że zobrazowanie danej sceny może mocniej wpłynąć na emocje.

Martwa jesteś piękna”, Belinda Bauer

Ta powieść znalazła się w moim osobistym zestawieniu najlepszych książek 2018 roku. Jednocześnie jest jednym z najlepszych thrillerów, jakie miałam przyjemność przeczytać. Eve jest reporterką kryminalną, która niespodziewanie znajduje się w kręgu zainteresowań niebezpiecznego seryjnego mordercy. Ten szuka rozgłosu, chce, by ludzie podziwiali jego dzieła niczym eksponaty na wystawie sztuki, dlatego Eve jest mu potrzebna, by karmić jego popularność. Akcja wciąga, napięcie rośnie z każdą kolejną stroną, a to wszystko prowadzi do naprawdę spektakularnego punktu kulminacyjnego. Mógłby powstać z tego świetny, nastrojowy film, choć zdecydowanie potrzebna byłaby wybitna obsada – szczególnie jeśli chodzi o rolę psychopatycznego zabójcy.

Trylogia „Wolne Miasto Rades”, Iga Wiśniewska

„Przeklęta”, „Przebudzona” i „Uwikłana” tworzą bardzo dobrą, 3-tomową serię, utrzymaną w klimatach urban fantasy. W tytułowym mieście we względnym spokoju koegzystują zarówno ludzie, jak i istoty obdarzone niezwykłymi zdolnościami. Władzę sprawują zmiennokształtni. Ten ustalony porządek się sprawdza, dopóki ktoś nie zaczyna w brutalny sposób mordować przedstawicieli rządzącej grupy. Wkrótce się okazuje, że wytłumaczenie tego zjawiska przechodzi najśmielsze wyobrażenia.

Autorka bardzo umiejętnie porusza się w wykreowanym przez siebie świecie, do tego genialnie wykorzystała w fabule elementy mitologii greckiej – na ekranie prezentowałoby się to ciekawie. Jeśli dodać do tego interesujących bohaterów, świetny humor i dynamiczną akcję, to chyba już wiadomo, że ekranizacje tego cyklu przyciągnęłyby tłumy.

Józef Balsamo”, Aleksander Dumas (ojciec)

Tym razem coś ze starszych dzieł. Tego autora kojarzy zapewne każdy, aczkolwiek to jego dzieło jest zdecydowanie słabiej rozpowszechnione niż „Trzej muszkieterowie” czy „Hrabia Monte Christo”. A szkoda, bo to powieść wybitna i napisana z ogromnym rozmachem. Tytułowy Balsamo jest wzorowany na prawdziwej postaci o tym nazwisku, niemalże legendarnej, która miała nie tylko być potężnym czarnoksiężnikiem i alchemikiem, ale także masonem. Ponieważ książka jest bardzo rozległa (w znanym mi wydaniu liczy sobie łącznie ponad 1700 stron), stanowiłaby znakomitą podstawę na kilka sezonów serialu. Byłoby tajemniczo, niepokojąco, nie brakowałoby magii, niezwykłych eliksirów, ale także postaci historycznych, bo akcja rozgrywa się w czasie, kiedy Maria Antonina przybywa do Francji.

Raj utracony”, John Milton

Dość nietypowo w porównaniu do reszty dzieł z tego zestawienia, bo to poemat epicki. Lektura być może nie należy do najłatwiejszych, ale zdecydowanie jest warta uwagi. Z przyjemnością zobaczyłabym liryczny film przedstawiający wydarzenia opisane przez Miltona, a szczególnie rebelię aniołów z upadkiem Lucyfera na czele. Jest tutaj w ogóle jedna z najciekawszych kreacji diabła, z jakimi się spotkałam w literaturze. To niemalże bohater tragiczny, targany tak sprzecznymi uczuciami, że tylko naprawdę utalentowany aktor byłby w stanie dobrze to oddać. Reżyser, który porwałby się na to dzieło, musiałby wiedzieć, co robi, zwłaszcza że jest tu wiele nawiązań, chociażby do „Illiady” i „Odysei”, więc wielka szkoda byłoby pominąć te elementy.

Tygrysie Wzgórza”, Sarita Mandanna

Stronię od kina bollywoodzkiego, a na widok okładki „Tygrysich Wzgórz” obawiałam się, że to właśnie coś takiego, tyle że w formie książki. Spodziewałam się harlequina, tymczasem… dostałam przepiękną, niestroniącą od brutalniejszych scen sagę rodzinną, osadzoną na tle barwnych i intrygujących Indii. Opisy autorki są tak kolorowe, że mogę sobie tylko wyobrazić, jak duży musiałby być budżet ekranizacji, żeby w pełni oddać te wszystkie stroje czy widoki. Efekt jest jednak moim zdaniem warty zachodu. Nie ma mowy o sztucznej dramie, o obyczajowej klusce, której nikt nie chciałby obejrzeć – przeplata się tutaj tak wiele wątków, że każdy znalazłby coś dla siebie.

Ręka mistrza”, Stephen King

Twórcy filmowi i serialowi chętnie sięgają po prozę Kinga, ale ta powieść nadal jest omijana. To właśnie od niej zaczęła się moja przygoda z tym autorem (wcześniej czytałam jedynie „Carrie”, która zupełnie nie przypadła mi do gustu), to wówczas pokochałam go za styl, umiejętność wzbudzania ciekawości i łączenia licznych motywów w zgrabną całość. Podczas czytania tej dość opasłej książki nie nudziłam się ani przez chwilę; nie brakuje tu bowiem komizmu sytuacyjnego (nawet jeśli to czarny humor), a bohaterowie dają się lubić. King miewa problem z zakończeniami, ale finał tej powieści zdecydowanie się udał. I właśnie dlatego powinna powstać ekranizacja.

Która spośród przeczytanych przez was książek powinna zostać przeniesiona na ekran?

Tekst: Julia Deja

You may also like...