„Blog był dla mnie pierwszą szkołą pisania” – wywiad z Katarzyną Grabowską, autorką cyklu „Magia ukryta w kamieniu”

Katarzyna Grabowska – pierwsze książki wydała pod nazwiskiem Stachowiak – to łódzka pisarka, która zdążyła już zaznaczyć swoje miejsce na współczesnym rynku wydawniczym. W swoich utworach porusza wiele tematów, jest zdecydowanie wszechstronna: dobrze porusza się zarówno w historiach kierowanych do młodzieży, jak i do zdecydowanie dojrzalszego czytelnika. Niedawno światło dzienne ujrzała ostatnia część jej trylogii fantasy, wydanej przez Wydawnictwo Videograf. Udało mi się z nią porozmawiać tym, jak ważni są ludzie, którzy inspirują nas do działania, o pogodzeniu macierzyństwa z pracą i pasjami oraz o planach na kolejne książki.

Julia Deja: Minęło sporo czasu, zanim doczekałaś się papierowego debiutu. Pierwszy tom „Magii ukrytej w kamieniu” ukazał się w 2018 roku, ale już znacznie wcześniej publikowałaś swoje historie, tyle że w formie e-booków. Czy, z perspektywy autorki, doświadczenie papierowego wydania bardzo różni się od formy elektronicznej?

Katarzyna Grabowska: Gdyby tak poważnie się nad tym zastanowić, to jakiejś istotnej różnicy nie dostrzegam. Proces wydawniczy przebiega podobnie zarówno przy e-booku, jak i przy wersji papierowej. Dla wielu ważny może być jednak fakt, iż wydanie e-booka jest dla debiutanta łatwiejsze. Dziwię się autorom, którzy za wszelką cenę starają się zadebiutować wersją papierową i wysyłają swoje utwory niezliczonej rzeszy wydawnictw, licząc na łut szczęścia. Tymczasem debiut e-bookowy nie jest wcale czymś gorszym. Wręcz przeciwnie – może pomóc dotrzeć do szerszej grupy odbiorców, a dzięki recenzjom czytelników obrać właściwy kierunek swego pisania. To taki chrzest bojowy, który pozwala sprawdzić, czy to, co tworzymy, ma szansę trafić do serc i dusz odbiorców.

Rzeczywiście można to potraktować jako chrzest i pierwsze doświadczenie, naukę. Jak dużo pod względem pisania zmieniło się u Ciebie pomiędzy e-bookowym debiutem a papierowym?

Trudno powiedzieć. Pisałam, odkąd tylko nauczyłam się literek. Lubiłam po prostu przelewać na papier (oj, w tej zamierzchłej przeszłości, gdy byłam całkiem małą dziewczynką, a później dorastającą panienką, o laptopach nikomu się nie śniło, a wszelkie teksty powstawały na papierze, cierpliwie spisywane długopisem) to wszystko, co kłębiło się w moich myślach. Ileż ja zeszytów zapisałam! Niektóre mam do dziś. Później na jakiś czas zarzuciłam pisanie – skoncentrowałam się na „normalnym” życiu.

Właściwie dopiero po urodzeniu mojej młodszej córki poczułam, że znowu chciałabym „ubrać w słowa” te moje wirujące myśli. Za namową Basi, starszej córki, zamiast pisać tak jak wcześniej „do szuflady”, postanowiłam spróbować publikować swoje teksty na blogu. Nie marzyłam wtedy nawet o tym, że kiedyś doczekam się ich elektronicznego, a co bardziej niesamowite, papierowego wydania. Zresztą sam tytuł boga, którego wtedy założyłam – „Pisane dla siebie” – wskazywał, iż były to teksty tworzone z myślą o sobie, wynikające z własnej potrzeby przeniesienia myśli i nadania im bardziej realnego kształtu. Popularność bloga przerosła moje oczekiwania. Dzięki namowom czytelników zaczęłam myśleć, iż być może fajnie byłoby wydać tworzone przeze mnie historie.

I wtedy zdarzył się cud. Na blogu odezwał się do mnie założyciel Wydawnictwa Bookio, które następnie zmieniło nazwę na Miasto Książek, i zaproponował wydanie tekstu w formie e-booka. Jak łatwo się domyślić, od razu przystałam na tę propozycję. Muszę przyznać, iż nie była ona jednak w pełni przemyślana. Kierowałam się chwilą, nie myśląc zbyt logicznie. W chwili obecnej nigdy nie odważyłabym się na publikację tamtej historii. Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo była niedopracowana. Gdybym jednak wtedy odmówiła, to być może dziś nie byłoby „Magii ukrytej w kamieniu”, „Lasu Potępionych” oraz „Innego nieba”. Ponoć nic nie dzieje się bez przyczyny. Na pewno od czasu mojego debiutu na blogu oraz ukazania się e-booków wiele się zmieniło. Zaczęłam inaczej patrzeć na to, co tworzę. Stałam się bardziej odpowiedzialna, dojrzała (i nie chodzi o wiek).

Zauważyłam, że najczęściej wybierasz fantastykę, chyba jedynym wyjątkiem jest zbiór opowiadań, „Okna”. Czy fantasy to gatunek, w którym czujesz się najlepiej?

Oj, zdecydowanie tak. Uwielbiam marzyć i wymyślać niesamowite, fantastyczne historie. Zwykłe, szare życie otacza nas zawsze. Lubię oderwać się od niego i wzlecieć hen, wysoko, w przestworza wyobraźni.

Czy książki, które sama czytasz, są w jakiś sposób podobne do Twoich?

Myślę, że w pewien sposób tak. Do czytania rekreacyjnego wybieram książki podróżnicze, historyczne, romantyczne. Unikam powieści brutalnych, a już zupełnie odrzucam książki przesycone seksem.

Wiem, że interesują Cię inne kultury, szczególnie Wschód. Planujesz kiedyś poruszyć w swoich książkach związany z tym wątek? Może opowieść osadzona właśnie gdzieś w Azji?

Zdradzę, iż mam w planach historię, w której zetkną się ze sobą dwie odmienne kultury – europejska i właśnie azjatycka. Część wydarzeń będzie działa się w Korei Południowej, a część w Polsce. Może dzięki tej książce przybliżę czytelnikom prawdziwe oblicze k-popu, który u nas postrzegany jest przede wszystkim jako feeria barw, szał piękna i młodości. Mało kto wie, jakimi wyrzeczeniami jest to okupione i jak k-pop tkwi silnie zakorzeniony w konfucjanizmie. Ponieważ jestem specjalistką od Dalekiego Wschodu, a szczególnie Korei Południowej, będę mogła przekazać czytelnikowi cząstkę swej wiedzy.

Brzmi to bardzo interesująco – nie mogę mówić za wszystkich, ale ja i na pewno wielu innych czytelników chętnie sięgnie po taką historię. A czy istnieje jakiś temat, o którym bardzo chciałabyś napisać, ale trochę się obawiasz, jaki byłby tego efekt? Czy może zawsze piszesz to, co sobie zaplanujesz i wymarzysz?

Piszę to, co czuję. Zawsze tak było. Na siłę nie potrafiłabym chyba nic napisać. Muszę żyć historią, którą tworzę. Ona dojrzewa we mnie i staje się częścią mnie.

Prywatnie jesteś mamą dwóch córek. Dziewczyny na pewno bardzo Ci kibicują? Czy trudno jest pogodzić macierzyństwo z pisaniem? To czasochłonne, wymagające skupienia hobby, a wiadomo, że są jeszcze inne zajęcia czy obowiązki.

Moje córki motywują mnie do pisania. Warto wspomnieć, że to dzięki starszej z nich – Basi, zdecydowałam się na założenie bloga i napisanie pierwszej historii. Prawdą jest to, iż bycie pełnoetatową matką jest bardzo zajmujące, zawsze jednak staram się wygospodarować trochę czasu dla siebie. Dzięki temu będąc szczęśliwą mamą Basi i Karolci, zdecydowałam się na kolejne studia. Tworząc „Inne niebo” pisałam jednocześnie mój doktorat, który obroniłam we wrześniu 2018 roku. Przy odrobinie wysiłku można wszystko pogodzić, chociaż nie ukrywam, że czasem było ciężko.  

Któraś z Twoich córek chciałaby pójść w pisarskie ślady mamy?

Basia ma talent. Pisze od dawna nie tylko opowiadania, ale i bardzo dojrzałe utwory poetyckie. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdecyduje się na publikację czegokolwiek, gdyż jest raczej nieśmiała, ale jakby co, będę jej bardzo kibicować. Jeśli zaś chodzi o Karolcię, to chyba w jakiś sposób ją zainspirowałam, gdyż ostatnio zabrała się za pisanie opowiadania. Zobaczymy co z tego wyniknie.

Istnieje szansa, że nie tylko Twoje córki wezmą z Ciebie przykład. Jest duże prawdopodobieństwo, że po przeczytaniu cyklu „Magia ukryta w kamieniu” ktoś jeszcze poczuje się zainspirowany, by wreszcie usiąść i napisać własną powieść. Miałabyś dla tej osoby jakieś wskazówki, rady?

Przede wszystkim nie należy nigdy rezygnować z marzeń. Jeśli ktoś czuje potrzebę pisania, to powinien to robić, nawet jeśli miałyby to być historie pisane tylko dla siebie.

Kto – pisarz lub ktoś inny – dawał wskazówki Tobie? Niekoniecznie bezpośrednio, ale po prostu ze względu na własną twórczość/działalność?

Pierwsze wskazówki dawali mi czytelnicy mojego bloga. Dzięki nim mogłam dowiedzieć się, czego szukają w czytanej przez siebie historii, co się im podoba, a co wręcz przeciwnie. W tym miejscu chciałabym powiedzieć, iż blog był dla mnie pierwszą szkołą pisania. Dzięki dialogowi, jaki wytworzył się w komentarzach między mną a odbiorcami, mogłam poznać swoje słabsze i mocniejsze strony. Mogłam lepiej poznać samą siebie.

Duże znaczenie miały dla mnie również słowa wsparcia od popularnej autorki, Małgorzaty Wardy. Ta wspaniała kobieta dopingowała mnie do pisania wtedy, gdy sama traciłam motywację. Ona pierwsza dostrzegła to coś w „Magii ukrytej w kamieniu”, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Tak samo wiele zawdzięczam znanej blogerce książkowej, Krysi Meszce. Właściwie Krysia jest matką chrzestną „Magii ukrytej w kamieniu”. Gdyby nie jej upór, pewnie zostawiłabym plik z tekstem ukryty w folderze i nie dałabym mu drugiej szansy na zaistnienie w książkowym świecie.

26 kwietnia do sprzedaży trafiło „Inne niebo”, czyli trzeci tom trylogii „Magia ukryta w kamieniu”. Co za tym idzie, to już koniec przygód Julii w Burii. Jak się z tym czujesz? Bardziej doskwiera Ci tęsknota za bohaterami, czy może cieszysz się, że będziesz mogła poświęcić się teraz innemu projektowi?

Przyznam szczerze, że będę bardzo tęsknić za bohaterami cyklu „Magia ukryta w kamieniu”. Powieść tę tworzyłam przez ładnych parę lat i przez ten czas naprawdę zżyłam się z Julią, Ewenem, Weylinem i pozostałymi mieszkańcami Burii. Nawet teraz, gdy już zakończyłam ten cykl, nadal przyłapuję się na tym, że w moich myślach nadal żyją i przeżywają nowe przygody. Oczywiście jestem już otwarta na nowe projekty.

Czy Julia, główna bohaterka serii, ma coś wspólnego z Tobą? Na pewno obie jesteście rodowitymi Łodziankami, ale może łączy was więcej?

Julia jest moim zupełnym przeciwieństwem. Ja pewnie byłabym przerażona, gdybym trafiła do średniowiecznej, magicznej krainy i na pewno bym sobie w niej nie poradziła. Zdecydowanie łączy nas tylko pochodzenie – obie żyjemy od urodzenia w Łodzi.

A skoro o innych projektach mowa… Mam nadzieję, że o Katarzynie Grabowskiej, pisarce, jeszcze usłyszymy i kolejne tytuły od Ciebie trafią do księgarń. Są już na to jakieś perspektywy, nowa powieść, pomysł?

Po zakończeniu „Innego nieba” zrobiłam sobie chwilę przerwy (taką naprawdę króciutką), aby móc otworzyć się na losy nowych bohaterów i troszkę się z nimi zapoznać. Najlepiej czuję się w gatunku fantasy, niestety nie jest on teraz zbyt popularny i wydawnictwa nie są nim zbytnio zainteresowane. Popyt za to jest na współczesne powieści obyczajowe, dlatego postanowiłam spróbować swych sił w tym gatunku. Powieść zatytułowana „W kręgu tajemnic” właśnie powstaje.

Czekam zatem z niecierpliwością na Twoją kolejną premierę i trzymam kciuki.

You may also like...