Odkurzone, zrecenzowane … Andrzej Banach „Śmierć może mieć skrzydła”

Zacząłem czytać krótsze powieści, aby częściej móc dzielić się wrażeniami.

Rzadko zdarza mi się powiedzieć, że książka pełna prostego, lecz nietypowego humoru może być ciekawa. Ciężko też spotkać się gdziekolwiek indziej z tak bezpośrednim stylem, naprawdę szokujące było to, że podczas czytania często czułem się, jakby autor zwracał się personalnie do mnie, a nie do mnie jako któregoś czytelnika. Cała historia dzieje się na wsi, gdzie będzie kręcony film. Oczywiście powieści z takim zarysem fabuły muszą obfitować w konflikty miejsko-wiejskie, romanse, skandale, płacze i krzyki. Jest przemoc, jest gwiazda, jest bieda – jest wszystko, co tylko powinniśmy oczekiwać od dzieła o takiej tematyce! Bogate, pełne wątpliwego humoru i urody trzeciej kategorii opisy niekiedy z niemal fotograficzną dokładnością potrafią odwzorować sceny, czasem jednak zostawiają nam wiele domysłów – Banach w świetny sposób dawkuje naszą ciekawość w taki sposób, abyśmy chcieli dowiedzieć się więcej.

Oczywiście pierwszym skojarzeniem które przyszło mi na myśl podczas czytania tej książki było „Wesele” Wyspiańskiego, a raczej coś w rodzaju jego współczesnej poprawki. Banach w swojej powieści również ukrywa pod kolejnymi postaciami wady ówczesnego społeczeństwa. Powieść obfituje w romanse i skandale, lecz trzyma wszystko w granicach dobrego smaku. Dobrze wiemy jak ciężko połączyć romans z fabułą atrakcyjną dla każdego odbiorcy, bez rozgraniczeń na płeć. Oczywiście świetnie czyta się o wiejskiej gościnności, wydaje mi się że podobne historie pisane przez naprawdę dobrych prozaików są skazane na sukces, trafiają do szerokiego grona osób i zdecydowanie łatwiej znaleźć zwolenników, niż przeciwników.

Niestety zakończenie pozostawia wiele do życzenia. Podczas czytania całej historii poznajemy wiele nierozwiązanych wątków, które powinny zostać wyjaśnione. Nie polecam czytania tej książki osobom, które uwielbiają mieć wszystko jasno i klarownie przedstawione, bez żadnych domysłów. Mimo tego, że należe do osób które uwielbiają kompozycje otwarte, tutaj widzę mocną przesadę. Ogromnym plusem jest coś, czego na próżno szukać obecnie w jakichkolwiek powieściach. Mam wrażenie, że takie stanowiska zupełnie wymarły. Mówię o fizycznej ocenie kobiet w taki sposób, żeby nie kojarzyć tego z wulgarnością. Brzmi banalnie, przy prozie współczesnej jednak nie poczułem nigdy jeszcze tego klimatu, który towarzyszył mi przy czytaniu podobnych historii opartych na dawnych standardach. Jeśli nostalgicznie patrzycie na literackie klasyki, których akcja opiera się na rodzimych, sielankowych klimatach, to warto sięgnąć po książkę „Śmierć może mieć skrzydła”. Uciekajcie do czytania!

You may also like...