Małpa zabrała mi szalik, czyli o poezji słów kilka

Czy wiecie, skąd pochodzi cytat, zawarty w tytule? Są to słowa Agnieszki Osieckiej, choć wyrwane z kontekstu zapewne mówią niewiele, co w przypadku generalnie poezji nie odbija się już nawet czkawką. Wszak jesteśmy tacy „hej, do przodu” i poetyckie brzmienia nam nie w smak. Tylko, czy aby na pewno?

Szukając poezji w kiosku z prasą, w którym również miło krzyczą do klienta okładki bestsellerów, zapodaję pytanie, czy mam dalej poszukiwać i czy może dostanę jakąś mapę lub chociaż wskazówkę czy moje poszukiwania są na etapie „ciepło” czy „zimno”. Uzyskuję odpowiedź, że tak tak, ciepło, a wręcz gorąco i już w ogóle to parzy. Spoglądam na najniższe półki – nic. Podnoszę nieśmiało wzrok i faktycznie w tym momencie zalewa mnie fala gorąca, bo przecież aż takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam, żeby to poezja, którą szukam, stała na górnych półkach (dla przypomnienia: tych, zarezerwowanych dla najlepiej rokujących pod względem komercyjnym tytułów), lecz nie, nadal nic.

Przecieram oczy, aż soczewki niebezpiecznie się poruszają, mając chrapkę na zwinięcie się pod powieką. Gdzie?! – wreszcie nie wytrzymuję, już nie jestem taka miła jak przed chwilą, więc pytam i proszę o wskazanie palcem (zabawy w ciepło-zimno mam serdecznie dość). Panienka z okienka, mimo niezadowolenia, że musi zza tego okienka wyjść, trzyma fason – szacun dla niej za to wielki i ukłon najniższy – podchodzi do mnie, promienieje jeszcze bardziej, aż po ósemki i zamaszystym gestem roztacza przede mną widok dla mnie dość zatrważający. Oto, na wysokości mojego nosa widnieją kolorowe, tudzież krzykliwe, czyli spełniające wszelkie normy i komercyjne wymogi, okładki książek… dla dzieci. Koziołek Matołek i Lokomotywa, znakomite wydania. Nie ma to tamto. Z poezji to my zawsze mamy najlepsze wydania – informuje mnie panienka z okienka, gdy ja zbieram dyskretnie szczękę z podłogi, która zamarła, skubana i nie bardzo chce powrócić na ojczyzny łono. Nie pytam o nic więcej.

Mamy taką rzeczywistość, jaką sobie sami malujemy. W tym przypadku nie jest to żaden banał, ani infantylne porzekadło, lecz sto procent racji.

Mówi się, że poezja się nie sprzedaje, wydawcy niechętnie sięgają zatem po utwory poetyckie. Wielu z nich kategorycznie odmawia wydawania tomików, gdyż – jak twierdzą – nie zaistnieją one na rynku, a co za tym idzie – nie przyniosą zysków. Takie założenie prowadzi niestety do konkluzji, że cała nasza poetycka spuścizna jest nic niewarta, ponieważ… jest poezją. Nie chcąc się na to godzić, wydawnictwo Papierowy Motyl zorganizowało ogólnopolski konkurs poetycki na wiersz inspirowany twórczością jednej z najwybitniejszych polskich poetek – Agnieszki Osieckiej. Właśnie ruszyły prace nad wydaniem tomiku, na który składają się utwory współczesnych polskich poetów, doskonała pozycja nie tylko dla miłośników Koziołka Matołka.

Planowana premiera tomiku to czerwiec 2019. My zacieramy ręce i trąbimy na prawo i lewo, by zachęcić panienkę z okienka, by postawiła tomik frontem do klientów i pomogła w dotarciu tomiku do tych, którzy z chęcią rzucą okiem i przygarną pod serducho to, co poeta ma do przekazania. A wierzcie mi, te słowa mają niezwykłą moc.

Zapowiadamy: Kawiarniane serwetki, tomik poetycki współczesnych polskich autorów. Premiera: czerwiec 2019.

Marika Krajniewska

Photo by Ksenia Makagonova on Unsplash

You may also like...