Lekkie i przyjemne książki na wiosnę


Chyba już na dobre powitaliśmy wysokie temperatury i słoneczną pogodę; wiosna w pełni się rozgościła, zatem można szczerze i otwarcie powiedzieć, że sezon na czytanie w plenerze oficjalnie się rozpoczął. Ta pora roku kojarzy mi się z powieściami niezbyt trudnymi, czasami może nawet banalnymi, okraszonymi odrobiną romansu, nastoletniej dramy czy też fantastyką o zabarwieniu przygodowym. Przedstawiam wobec tego listę książek kojarzących mi się nieco z wiosennym klimatem i do których być może wrócę w nadchodzących, ciepłych dniach. Nie krępujcie się, notujcie tytuły i zaglądajcie do bibliotek czy księgarń, żeby zawsze mieć pod ręką coś do czytania.

Magia ukryta w kamieniu” Katarzyna Grabowska (Wydawnictwo Videograf)

To powieść otwierająca cykl o tym samym tytule, opowiadający o Julii, która przypadkowo przenosi się do niezwykłej krainy, gdzie czas jakby się zatrzymał. Wszystko dotyczące Burii przypomina głębokie średniowiecze: stroje, zwyczaje, sposób mówienia, tradycje. Julia musi jakoś przystosować się do nowego otoczenia, zanim znajdzie drogę do domu – tym bardziej, że z czasem odkryje, że nad Burią ciąży klątwa.

Obrazowy język, świetnie wykreowany nowy świat, ciekawi bohaterowie – to najważniejsze cechy tej książki. Bez względu na to, w jakim miejscu akurat będziecie, podczas lektury przeniesiecie się z Julią do kolorowej, choć czasem niebezpiecznej rzeczywistości, tak różnej od tej nam znanej. Zanim się obejrzycie, książka się skończy… Całe szczęście, że są dwa kolejne tomy.

MDS: Miłosne rewolucje” Grupa Literacka Ailes (Wydawnictwo E-bookowo)

Ailes to zgromadzenie zrzeszające początkujących pisarzy (i nie tylko). To właśnie za sprawą autorów należących do tej grupy powstała ta romansowo-erotyczna antologia. Możecie się zdziwić, jak wiele może być interpretacji miłosnego tematu! Od najbardziej zmysłowych, przesiąkniętych seksapilem historii, po opowieści bardziej obyczajowe, romantyczne, aż po tytuły mocno niepokojące, z cięższym klimatem. Jestem przekonana, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, nawet jeśli nie jest zwolennikiem romansów. Poszczególni autorzy dysponują unikatowym, interesującym stylem, więc to prawdziwa przyjemność odkrywać ich twórczość.

Prawie ostateczna lista najgorszych koszmarów” Krystal Sutherland (Wydawnictwo Dolnośląskie)

To młodzieżówka z jednym z najciekawszych pomysłów, z jakimi się spotkałam. Nastoletnia Esther wychowuje się w bardzo nietypowej rodzinie – rodzinie przekonanej, że od pokoleń ciąży na nich klątwa. Każdy z członków owładnięty jest fobią, która uniemożliwia im normalne funkcjonowanie. Podczas gdy mama Esther boi się pecha, jej ojciec otwartych przestrzeni, a brat bliźniak ciemności, ona sama jeszcze nie wie, co wzbudzi w niej tak pierwotne, paraliżujące przerażenie. Dlatego spisuje sobie listę potencjalnych strachów i pragnie się z nimi zmierzyć. Pomoże jej w tym pewien chłopak.

Fabuła początkowo może się wydawać mocno absurdalna i oderwana od rzeczywistości, ale nie dajcie się zwieść; oczywiście w tej powieści jest całe mnóstwo humoru, jednak autorka wbrew pozorom poruszyła wiele trudnych, ważnych tematów. W przypadku literatury młodzieżowej ciężko o dobrą, sprawnie wykreowaną główną bohaterkę, która zamiast irytować, będzie budzić sympatię. Z Esther nie ma takiego problemu. Za tą dziewczyną się szaleje i marzy, żeby ramię w ramię z nią stawiać czoła lękom.

Przebudzenie Olivii” Elizabeth O’Roark (Wydawnictwo Kobiece)

Ta książka to żywy przykład na to, że nawet stereotypowy romans, z wszelkimi utartymi schematami i banalnością, może poruszyć wykonaniem oraz zaprezentować coś ciekawego i naszpikowanego emocjami. Tytułowa Olivia jest biegaczką, która po przenosinach do nowej szkoły ściera się z wymagającym trenerem, Willem. Wszyscy możemy się domyślić, dokąd to zaprowadzi, jednak o dziwo powieść nie staje się przez to przesadnie ckliwa. Relacja między bohaterami jest ukazana niezwykle naturalnie, czuje się chemię między nimi, poza tym autorka dość szeroko przedstawiła ich charakter czy problemy rodzinne, dzięki czemu ten związek wypada bardzo przekonująco. Być może nie brakuje tutaj kliszy, zwłaszcza dla tych czytelników, którzy chętnie sięgają po miłosne historie, ale czyta się błyskawicznie i już po kilkunastu stronach przekonacie się, że trudno się oderwać.

Dziewczyna z nagietkowym szalem” Susan Meissner (Wydawnictwo Kobiece)

Dwie kobiety, dwie tragedie, za to jeden, charakterystyczny szal. Narracja w tej książce jest prowadzona dwutorowo: najpierw poznajemy Taryn, próbującą dojść do siebie po wydarzeniach z 11 września, a później przenosimy się w czasie o wiele lat, do początków XX wieku i Clary, która cudem uszła z życiem z pożaru w szwalni.

Muszę powiedzieć, że ta powieść nieco wymyka się określeniu „lekka”, bo jej emocjonalność jest tak silna, że trudno później o tym zapomnieć. Autorka szczegółowo i barwnie opisuje życie obu kobiet, ich przeżycia, traumę oraz próby pozbierania na nowo własnego życia, tak że czytelnik siłą rzeczy musi się wzruszyć. To bardzo sentymentalna książka, ale nie w przytłaczający, tylko refleksyjny sposób. Robi wrażenie i długo pozostaje w głowie.

Lirogon” Cecelia Ahern (Wydawnictwo Akurat)

Jeśli nie macie pojęcia, czym jest lirogon, to pokrótce objaśniam: to rzadki gatunek ptaka, zdolnego do imitacji zasłyszanych dźwięków. Co to ma wspólnego z książką? Jego główną bohaterką jest Laura, niezwykła dziewczyna obdarzona talentem do… naśladowania dźwięków właśnie. Robi to z taką dokładnością, że zapiera dech w piersiach. Jej dar przypadkowo odkrywa ekipa filmowa, zajmująca się tworzeniem produkcji dokumentalnych. Wkrótce świat dowiedział się o Lirogonie, bo Laurę szybko zaczęto tak nazywać. Problem w tym, że sława bywa kapryśna – podobnie jak ludzie.

Piękny, barwny styl (zwłaszcza opisy chwil, w których Laura prezentuje swoje zdolności, są zachwycające), nieco przewidywalna, ale wciąż urzekająca i logicznie poukładana fabuła, a do tego ciekawe nawiązania przyrodnicze i intrygujący pomysł wyjściowy; to się nie mogło nie udać. Jest w tej książce coś magicznego, nawet jeśli z czasem odkryjecie, że akcja biegnie dość oklepanym torem. Warto przeczytać chociażby dla kreacji głównej bohaterki, bo to jedna z ciekawszych kobiecych postaci.

Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” Leslye Walton (Wydawnictwo SQN)

O tym tytule swojego czasu było dość głośno, choć teraz jest nieco zapomniany, a wielka szkoda.

Ava Lavender to dziewczyna niezwykła, ponieważ urodziła się… ze skrzydłami. Jakoś przywykła do tego niewyjaśnionego fenomenu, a z czasem zaczyna go nawet wykorzystywać. Ava jak każda nastolatka dorasta i pragnie zobaczyć trochę więcej świata niż to, na co pozwala jej matka. Problem zaczyna się wtedy, kiedy pewien chłopak uznaje ją za anioła i dostaje niezdrowej obsesji na jej punkcie.

„Osobliwe…” rewelacyjnie balansuje na pograniczu baśniowości i grozy. Kolorowa i magiczna opowieść z czasem nabiera mroczniejszego charakteru, co prowadzi do naprawdę upiornego finału. Opisy i ogólnie język powieści zapierają dech w piersiach, a klimat jest absolutnie niepowtarzalny. Polecam szczególnie tym, którym niezbyt po drodze z fantasy: to może być dobra próba na rozpoczęcie intensywniejszego związku z tym gatunkiem literackim.

Prawdodziejka” Susan Dennard (Wydawnictwo SQN)

Tutaj również mamy do czynienia z fantastyką, ale bardziej młodzieżową i z przygodowym zacięciem. Przenosimy się do Czaroziemi, gdzie magia jest na porządku dziennym. Fabuła skupia się przede wszystkim na dwóch bohaterkach: Safiyi, zdolnej bezbłędnie rozróżniać prawdę i kłamstwo oraz jej wiernej towarzyszki Iseult. Kobiety przyjaźnią się i są nazywane Więziosiostrami, co oznacza wyjątkową, niemal nadnaturalną relację. To dlatego, kiedy nad krainą unosi się widmo wojny – a rzadki dar Safiyi mógłby zostać w niej wykorzystany – Iseult wiernie trwa u boku przyjaciółki.

Różne dziedziny magii, nieprawdopodobne zdolności, siostrzana miłość i nie tylko, zwroty akcji… Nawet jeśli na początku, tak jak ja, poczujecie się nieco oszołomieni natłokiem informacji o świecie wykreowanym przez Susan Dennard, to warto przebrnąć, by później na dobre wsiąknąć w klimat Czaroziemi. Bohaterki to zupełne przeciwieństwa, ciekawie zatem obserwuje się je działające w jednej drużynie. Nie na darmo po przeczytaniu uznałam, że opisy autorki są tak obrazowe, że wręcz filmowe – wiadomo już, że powstaje serial na podstawie „Prawdodziejki” i kolejnych tomów. Chyba zatem warto nadrobić przed premierą?

Lawendowy pokój” Nina George (Wydawnictwo Otwarte)

Apteka Literacka to fascynujące miejsce. Prowadzący tę księgarnię Jean Perdu jest niemal jak farmaceuta, który poleca książki niczym leki na wszelkie dolegliwości. Co ciekawe, sam nie może rozstać się z cierpieniem po odejściu ukochanej. Po latach przełamuje się, by przeczytać ostatni list od niej – list, który zmienia wszystko i zabiera go w największą podróż życia.

Ta książka zebrała dość mieszane recenzje; jedni byli zachwyceni, inni narzekali, że fabuła jest niepotrzebnie rozwleczona. Ja zaliczam się do tej pierwszej grupy, bo w powieści Niny George nie chodzi o wartką akcję, o dynamizm czy niespodziewane plot twisty; zamiast tego mamy tutaj głębokie studium straty i żałoby, tęsknoty za miłością i utraconą szansą. Podczas lektury przeszłam przez niezły emocjonalny rollercoaster, ale uczucie po skończeniu jest bardzo bliskie katharsis.

Siedem sióstr” Lucinda Riley (Wydawnictwo Albatros)

Tytuł tej książki – będący zarazem tytułem cyklu – jest oczywiście nieprzypadkowy. Każdy z tomów ma skupić się na jednej z dorosłych już kobiet, adoptowanych niegdyś przez samotnego, bogatego podróżnika. Wszystkie kolejno wracają do rodzinnego domu po tym, jak ich ukochany ojciec umiera. Teraz stają przed szansą na odkrycie swojego pochodzenia. Na Maję – bo to na niej koncentruje się tom pierwszy – czeka podróż do gorącej Brazylii, gdzie podąży śladami swojej prababki, Bel.

Lucinda Riley należy do moich ulubionych autorek; pisze wciągająco i plastycznie, jak dotąd każda stworzona przez nią historia pochłaniała mnie od pierwszych słów i nie pozwalała wrócić do szarego, codziennego życia. Tutaj początkowo nie byłam przekonana, ale z czasem podążyłam za Mają, która odkrywa tajemnice biologicznej rodziny. Dwutorowa narracja, zgrabnie połączone wątki, niespodziewane rozwiązania i fantastyczny nastrój – to zdecydowanie historia godna uwagi, zwłaszcza w jakieś leniwe, słoneczne popołudnie.

A jakie Wy polecacie książki na wiosnę? 🙂

Julia Deja

You may also like...