TOP 6 polskich debiutów literackich, na które warto zwrócić uwagę

Przywykliśmy traktować debiutantów łagodniej, uznając, że przecież dopiero przecierają szlaki i mają jeszcze czas, by doszlifować umiejętności. Z drugiej strony nabieramy podejrzeń, dowiadując się, że trzymana w ręku powieść jest pierwszą w dorobku jakiegoś autora. Z góry zakładamy, że nie będzie dobra, że się rozczarujemy, co w rezultacie sprawia, że czasem odkładamy książkę na półkę, nie chcąc ryzykować. Tymczasem „pierwsze” wcale nie znaczy „nieudane”, a „polskie” nie jest synonimem „słabe”, bo nie da się ukryć, że wielu z nas chętniej sięgnie po nieznanego zagranicznego autora.

Debiut literacki, nawet jeśli nie jest wyzbyty mankamentów, może okazać się ciekawym przystankiem w naszych lekturowych przygodach. Może też okazać się, że zupełnie przypadkiem trafiliśmy na perełkę, która za kilka lat będzie podbijać listy bestsellerów; warto zatem dać szansę. W końcu nie każdy był od razu Stephenem Kingiem, prawda?

Oto lista sześciu debiutów, które być może nie są pozbawione wad, jednak w każdym z nich można odkryć coś ciekawego – a przy okazji są obiecującą zapowiedzią dalszych dzieł. Co ważniejsze: nie znajdziecie tu nazwisk już rozpowszechnionych. Pora przyjrzeć się tym, które są dopiero u progu popularności (lub mają szansę się na nim znaleźć).

6. „Zapomnij patrząc na słońce”, Katarzyna Mlek (Wydawnictwo Oficynka)

Główną bohaterką tej powieści jest Hanka, którą poznajemy jeszcze jako kilkuletnią dziewczynkę, wychowującą się w niezbyt szczęśliwej rodzinie (zapracowany tato, matka alkoholiczka). Towarzyszymy jej aż do dorosłości, podobnie jak upiorne koszmary, w których pojawia się złowróżbny kruk. Sny Hanki niestety nie są jedynie wytworem wyobraźni…

Chociaż w tej wydanej w 2013 roku książce może irytować styl autorki – w którym roi się od bardzo krótkich zdań – to jednak szczegółowość i realizm świata przedstawionego bardzo rzuca się w oczy. Katarzyna Mlek świetnie opisuje swoich bohaterów, szybko zbliża ich do czytelnika, zaś fragmenty dotyczące snów Hanki, mimo iż przełamują rzeczywistość swoim metafizycznym wydźwiękiem, pasują do całości idealnie. Zakończenie również robi spore wrażenie. Podczas lektury nie brakuje emocji, a te wżerają się w pamięć i nie dają szybko o sobie zapomnieć. Miejscami niedopracowany, ale wciąż dobry i momentami wstrząsający debiut.

5. „Biała” Dominika Olbrych (Wydawnictwo Oficynka)

Akcja rozgrywa się w Heliasie, magicznej krainie, położonej gdzieś między wymiarami. Na wszystkich mieszkańców czyha niebezpieczeństwo w postaci Rejgasa, który wysyła swoją armię, by siać terror i śmierć. Wszyscy wypatrują ocalenia w osobie Wybrańca, jedynej osoby, mogącej powstrzymać rozprzestrzeniające się zło.

Wbrew pozorom to nie Wybraniec stoi w centrum wydarzeń – to tytułowa Biała, która tak naprawdę nosi na imię Simia. W świecie, gdzie każdy rodzi się z nadnaturalnymi zdolnościami, dziewczyna zdecydowanie wyróżnia się na tle innych. Książka Dominiki Olbrych cierpi na niedobór informacji związany ze światem przedstawionym; kiedy tworzy się zupełnie nową rzeczywistość od podstaw, czyli w tym przypadku Helias, trzeba dość pieczołowicie nakreślić zasady nią rządzące. Tutaj nieco mi tego zabrakło. Całość natomiast okazała się naprawdę oryginalna i ciekawa. Widać, że był konkretny pomysł na fabułę, że autorce nie brak kreatywności, a ponieważ posiada umiejętność podtrzymywania napięcia czy podkręcania akcji, czyta się szybko i z najwyższym zainteresowaniem. Nadal trzymam kciuki za to, żeby kontynuacja ujrzała światło dzienne. Czuję, że w „Białej” tkwił potencjał, który nie został do końca wykorzystany, a który mógłby stanowić materiał na drugi tom.

4. „Metalowa Dolna” Bruno Kadyna (Wydawnictwo Filologos)

To niewielkie dziełko (ledwo ponad 100 stron) zafundowało mi niezłą przejażdżkę emocjonalną. Takie debiuty zdecydowanie zapadają w pamięć.

Poznajemy Tomasza, dla którego najlepszą formą relaksu są ćwiczenia w domowej siłowni. Tutaj się odpręża i zapomina o zmartwieniach. Niestety kiedy bohaterowi przychodzi się zmierzyć ze śmiercią żony, nawet ukochane hantle nie dają mu ukojenia. Niespodziewanie tuż pod podłogą piwnicy Tomek odkrywa coś, co wywraca jego życie do góry nogami.

Zaskakujące jest, jak niespodziewanie autor przełamał czysty realizm powieści wątkiem fantastycznym. Dzieje się to tak nagle, że przez chwilę czytelnik się zastanawia, czy przypadkiem nie wziął teraz do ręki innej książki. A jednak wszystko płynnie łączy się w całość, a „Metalowa Dolna” nabiera metaforycznego, wielopłaszczyznowego znaczenia. Dziwna to pozycja, ale jakże lekko i barwnie napisana. Ktoś tak utalentowany jak Bruno Kadyna powinien znaleźć jak najszybciej stałego, dobrego wydawcę, bo zdecydowanie na to zasługuje.

3. „I tak dalej” Wiktor Orzeł (Wydawnictwo Novae Res)

W przypadku tej pozycji również możemy się spotkać z oszczędnością formy i przełamaniem realistycznego świata przedstawionego – chociaż tutaj balansujemy bardziej na krawędzi jawy i snu. Albo, żeby być bardziej precyzyjnym, między trzeźwością a upojeniem.

Bohaterowie „I tak dalej”, z Karolem na czele, to dekadenci, którzy od problemów i trudów prawdziwego życia odgradzają się kolejnymi papierosami, opróżnionymi butelkami czy dawkami amfetaminy. Autor świetnie posługuje się językiem; narracja prowadzona jest bardzo naturalnie, żywo i prosto, a spojrzenie na świat z perspektywy Karola okazuje się tyleż fascynujące, co niepokojące. Co prawda, biorąc pod uwagę trudną tematykę, jaką poruszył autor (m.in. choroby psychiczne czy samobójstwo), chyba cała ta historia wypadłaby lepiej, gdyby bardziej ją rozbudowano, jednak nie da się zaprzeczyć, że jest coś urzekającego i wyjątkowo trafnego w tak niewielkich rozmiarów książce. Liczba stron nie gra tutaj roli; „I tak dalej” na długo pozostaje w głowie, a mglisty, przesiąknięty wonią alkoholu nastrój szybko się udzieli, nawet najbardziej niepodatnemu czytelnikowi.

2. „Tylko żywi mogą umrzeć” D.B. Foryś (Wydawnictwo E-bookowo)

Najświeższa książka z tego zestawienia, ponieważ jej premiera miała miejsce 30 listopada ubiegłego roku. „Tylko żywi mogą umrzeć” otwiera cykl o Tessie Brown, łowczyni demonów, która z pomocą kilkorga przyjaciół angażuje się w poszukiwania tajemniczych artefaktów, mogących raz na zawsze zamknąć bramy piekieł. Autorka zdecydowała się na połączenie kilku niemal skrajnie różnych elementów: dostajemy zatem kawał porządnego fantasy, ale wszystko to przyprawione jest humorem, odrobiną horroru i romansu oraz… akcji, bo sceny walki są takie, że wyobraźnia praktycznie nie ma nic do roboty.

Podczas czytania nie ma miejsca na nudę. Fabuła biegnie swoim, przyspieszającym w odpowiednich momentach rytmem, a poza wątkiem wiodącym dostajemy też pomniejsze, które urozmaicają świat przedstawiony. Na duży plus jest tutaj na pewno kreacja bohaterów: każdy z nich to chodzące indywiduum, charakterystyczne, interesujące i budzące nieraz skrajne uczucia. Nie zabrakło tutaj bowiem ani demona we własnej osobie, ani… księdza. „Tylko żywi mogą umrzeć” zapowiada początek bardzo dobrego cyklu fantasy oraz wartej śledzenia przyszłości samej autorki.

1. „Gałęziste” Artur Urbanowicz (Wydawnictwo Novae Res)

O Urbanowiczu być może już słyszeliście, jako że rozwój jego twórczości zdecydowanie nabrał tempa – w 2017 roku ukazała się druga powieść, „Grzesznik”, a już na początku kwietnia w księgarniach, nakładem Wydawnictwa Vesper, pojawi się „Inkub”. Zanim jednak do tego doszło, rynek wydawniczy usłyszał o „Gałęzistym”.

Karolina i Tomek, główni bohaterowie, wybierają się na Suwalszczyznę, by pozwiedzać i przy okazji popracować nad swoim związkiem. Nie wiedzą jeszcze, że w lesie, do którego mają zamiar wejść, czai się coś złowrogiego, co obserwuje każdy ich krok. Jak dotąd wszystkie powieści Urbanowicza cechują się regionalnym kolorytem i oby tak zostało, bo to właśnie tym „Gałęziste” ujmuje najbardziej. Autor wykorzystał lokalne legendy, a osadzenie akcji w rzeczywistych miejscach działa na wyobraźnię podwójnie. „Gałęziste” to horror z prawdziwego zdarzenia; czasem zdarzają się przydługie opisy, trzeba też mieć cierpliwość, by dotrzeć w książce do momentu, w którym akcja zdecydowanie się zagęszcza, jednak z całą pewnością warto na to czekać. Książka wywołuje ciarki na plecach, wzbudza wewnętrzny niepokój, a finał szokuje i pozostawia z otwartymi z niedowierzania ustami. O taką literaturę grozy warto zahaczyć – szczególnie jeśli lubicie się bać.

To co – teraz już wiecie, że warto dawać debiutantom szansę?

Julia Deja

Photo by rawpixel on Unsplash

You may also like...