Mówi się #3, czyli szybki ekspress poranny

Lubimy poniedziałki! To jest hasło, zdecydowanie bardziej cool, niż to, do którego przywykliśmy. A, że dziś poniedziałek właśnie, jest to powód do świętowania narodzin nowego tygodnia. Świętujmy zatem! Mówi się, że zaczniemy to czy tamto w poniedziałek. Zaczynajmy więc nasz poranny ekspress.

Mówi się, że kiedyś książki miały taką wartość, że w europejskich bibliotekach przykuwało się woluminy łańcuchem. W ten sposób biblioteki radziły sobie z dość powszechnymi kradzieżami książek. łańcuch był na tyle długi, by czytelnik mógł swobodnie zapoznać się z dziełem literackim na miejscu. Opcja „na wynos” nie istniała aż do osiemnastego wieku.

Mówi się, że amerykański osiemnastowieczny pisarz Timothy Dexter wydał książkę, w której nie było żadnych znaków interpunkcyjnych. W drugim wydaniu, na prośbę czytelników, nie przywyczajonych do takiej ekstrawagancji, autor dodał stronę z wymienionymi kropkam, przecinkami kierując do czytelników prośbę, aby sami porozstawiali w tekście znaki interpunkcyjne zgodnie z własnym widzi mi się.

Mówi się, że mamy w Polsce nasze własne „Grace i Frankie” z netflixowego serialu. Owszem, Maria i Gienia zamieszkują warszawski Żoliborz i można je spotkać na stronach powieści „Och, Elvis” i „No, Asiu” Mariki Krajniewskiej, wydanych nakładem wydawnictwa Czwarta Strona. Choć amerykańkie seniorki nie były pierwowzorem dla polskich babć, poziom niepokorności i absurdu sedemdziesięcilatek znad Wisły zadziwia i bawi równie znakomicie.

Photo by Janko Ferlič on Unsplash

You may also like...