Co zrobić, kiedy Boga nie obchodzą już ludzie? – recenzja pierwszego odcinka serialu „Miracle Workers”

Heaven, Inc. to wielozadaniowa, złożona z niezliczonej liczby działów korporacja, w której każdego dnia załatwiane są sprawy ziemskie i nie tylko. Aniołowie ścigają się, by jak najlepiej wykonywać swoją pracę. Schody zaczynają się wtedy, kiedy ich Szef pogrąża się w cynizmie i lenistwie, coraz mniej przejmując się losem ludzkości. Jego obojętność wzrasta do tego stopnia, że… chce pozbyć się całej planety, bo to łatwiejsze, niż pomoc istotom, które przecież sam stworzył.

Akcja najnowszej komedii stacji TBS skupia się przede wszystkim na dwójce aniołów: Elizie, świeżo awansowanej do departamentu zajmującego się odpowiadaniem na modlitwy, oraz Craigu, jak dotychczas jedynym pracowniku tegoż działu, którego kariera zawodowa polega głównie na pomocy w odnajdowaniu zagubionych kluczy czy rękawiczek, bo prośby większego kalibru kierowane są od razu do Najwyższego. Gdy Bóg wszem i wobec ogłasza, że zamierza zniszczyć Ziemię, bo i tak nic już nie ma sensu, Eliza nakłania Szefa do przyjęcia zakładu: jeśli jej i Craigowi uda się pozytywnie odpowiedzieć na jedną z niemożliwych do spełnienia modlitw, to wówczas cała planeta zostanie oszczędzona. Wśród masy próśb kierowanych do nieba Eliza odnajduje tę, w której dwójka osób prosi o miłość. I jest gotowa im tę miłość dać.

Właściwie dość trudno ocenić serial po zaledwie jednym odcinku, zwłaszcza tak krótkim (jak na sitcom przystało, niewiele ponad 20 minut), ale w przypadku „Miracle Workers” bardzo wyraźnie widać, jaki kształt przyjmie ta produkcja. Sam pomysł na fabułę od początku wydał mi się dość kreatywny, choć nieco obawiałam się efektów w warstwie realizacyjnej. Zupełnie niepotrzebnie. Heaven, Inc. wygląda jak rasowa firma, a takie smaczki jak maszyna do robienia tęczy to niby drobne, ale jednak nadające kolorytu detale. Scenografia prezentuje się świetnie, a scenarzyści już w pilocie przeszli od razu do rzeczy: zostały nam zarysowane najważniejsze postacie, główny problem do rozwiązania oraz potencjalna droga, która miałaby to rozwiązanie zapewnić. Na pewno będzie mnóstwo komplikacji i muszę powiedzieć, że już nie mogę się ich doczekać – bo wszystko wskazuje na to, że ta historia kryje w sobie wiele zaskoczeń.

W przypadku seriali komediowych oczywiście najważniejszy jest humor, a z tym bywa przecież różnie. Tutaj nie ma się czego obawiać: ci, którzy nie przepadają za produkcjami z udziałem publiczności (lub po prostu śmiechami puszczonymi z taśmy), na pewno odetną z ulgą, że to nie jedna z nich. Żarty nie są wymuszone czy niesmaczne, jak na razie wszystko opiera się na nie nachalnym, idealnie trafiającym w sedno komizmie sytuacyjnym. Dialogi są błyskotliwe, dzięki czemu twórcom już na tym etapie udało się mnie rozbawić i sprawić, że ten odcinek to była dobra, zdecydowanie zbyt krótka rozrywka.

Ale, ale! Nie zapominajmy o najważniejszym. Wydaje mi się, że nawet najbardziej dopracowany scenariusz czy pieczołowicie przygotowana scenografia zupełnie by się nie obroniły, gdyby nie odpowiedni dobór obsady. A tutaj casting okazał się wręcz idealny. Póki co jestem oczarowana urokiem Geraldine Viswanathan, wcielającej się w Elizę. Wcześniej nie miałam nigdy przyjemności obserwować tej aktorki na ekranie, tymczasem sprawiła, że jej bohaterkę polubiłam od razu, co nieźle rokuje na przyszłość. Również Steve Buscemi, grający Boga, okazał się strzałem w dziesiątkę – podoba mi się jego luz przed kamerą, jest w tym bardzo przekonujący, przez co kreacja zmęczonego, zapijającego smutki Stwórcy nie wydaje się przejaskrawiona (i oby utrzymało się to do końca sezonu). Nie będzie jednak zaskakujące, jeśli powiem, że najbardziej wyczekiwałam tego serialu ze względu na obecność Daniela Radcliffe’a, któremu powierzono rolę Craiga. No i się nie zawiodłam. Radcliffe po raz kolejny udowadnia, że nie jest twarzą jednej postaci, że erę potterowską ma już dawno za sobą, że dojrzał jako aktor, a jego umiejętności jedynie się poprawiły. Wydaje mi się, że bardzo szybko Eliza i Craig awansują do moich ulubionych serialowych duetów.

Jak widać, pilot „Miracle Workers” zrobił na mnie duże wrażenie. Już teraz trochę mi szkoda, że to serial limitowany i nie doczekamy się zbyt wielu odcinków (co wydaje się zbrodnią przy takim potencjale). Nie chcę być jednak zachłanna, więc powiem po prostu tyle: oby całość okazała się przynajmniej tak dobra jak ten epizod.

Serial będzie w Polsce dostępny na platformie HBO GO.

Ocena: 9/10

Julia Deja

You may also like...